Higiena klawiatury i myszy

Higiena klawiatury i myszy

Chyba każda szanująca się osoba myje ręce po powrocie do domu, stara się nie jeść tuż po tym, jak trzymała dłoń zaciśniętą na uchwycie od wózka na zakupy przy supermarkecie czy poręczy w publicznym autobusie. To normalny i bardzo dobry nawyk, że dbamy o swoją higienę, a zarazem zdrowie, jednak smutnym faktem jest to, że nasze wysiłki zazwyczaj tak czy inaczej schodzą na nic. Odpowiedz teraz na pytanie. Kiedy ostatnio umyślnie umyłeś ręce po korzystaniu z twojego PC? Albo inaczej, kiedy ostatnio, jeśli w ogóle, czyściłeś swoją klawiaturę i mysz? Domyślam się, że odpowiedź będzie negatywna. To prawda, mało kto przywiązuje uwagę do przedmiotów, które mamy w domu. W końcu to tylko my, a przynajmniej w głównej mierze my, ich dotykamy. Prawda jest jednak taka, że przeciętna deska klozetowa jest myta częściej niż klawiatura, którą w końcu dotykamy często brudnymi rękoma, jemy przy niej, wycieramy nos, czasem nawet coś na nią rozlejemy. Starsze, zazwyczaj białe modele mają zazwyczaj wyraźny, brązowawy nalot pomiędzy klawiszami, które przecież tak ciężko wyczyścić.

Przy każdym kliknięciu, odrobina tej obrzydliwej mieszaniny resztek jedzenia, kurzu i naskórka zostawała nam na palcach, a my nic z tym nie robiliśmy, nawet często posuwając się do dalszego spożywania posiłków nad nią. Jeśli chodzi o mysz, to w pewnym sensie sprawa ma się jeszcze gorzej, ponieważ kładziemy na nią całą naszą dłoń, nie tylko palce. Warto wspomnieć również, że gdyby policzyć czas, podczas którego nasza skóra ma kontakt z myszą oraz klawiaturą, to mysz zdecydowanie zdominowałaby ranking. Nie jest tak trudno zorientować się, gdy nasz sprzęt jest pobrudzony z kleju czy tłuszczu, łatwo to rozpoznać podczas dotyku, który jest nieprzyjemny. W takich sytuacjach zazwyczaj jakoś przecieramy zanieczyszczone klawisze, prawdziwe niebezpieczeństwo jednak jest o wiele ciężej zidentyfikować. Na powierzchni wspomnianych urządzeń żyje dwukrotnie więcej bakterii niż, powiedzmy, w publicznej toalecie, powszechnie kojarzonej z brudem i zarazkami. Wiele ze znajdujących się tam gatunków może wywołać takie dolegliwości jak wysypki, podrażnienia skóry, biegunki, ból zatok czy grzybicę. Brzmi dosyć nieprzyjemnie jak na tak niepozorne siedlisko patogenów. Dobrą wiadomością jest jednak to, że ludzie spędzający więcej czasu przed komputerem, na tle ostatnich lat wydają się poszerzać swoją świadomość dotyczącą tego problemu.

Promowane są specjalne butle ze sprężonym powietrzem, ściereczki i płyny o właściwościach antybakteryjnych, kosztują one trochę, jednak są skuteczne. Jeśli z jakiegoś powodu nie możemy pozwolić sobie na taki wydatek, sprawna ręka w połączeniu ze ścierką z mikrofibry oraz pierwszym lepszym płynem do powierzchni powinna podziałać równie skutecznie. Zwolennicy urządzeń mobilnych również nie są bezpieczni, ponieważ od kiedy spopularyzowany ekrany dotykowe pośród telefonów i tabletów, ilość drobnoustrojów bo nieustannym przesuwaniu po nich palcami jest przerażająca. Na domiar złego, przez to, że używamy ich zazwyczaj na zewnątrz, smartfony zbierają zarazki z bardzo szerokiej gamy. Często właściciele tych urządzeń zostawiają je w niezbyt czystych zakamarkach własnych domów, czasem posuwając się nawet do korzystania z nich podczas pobytu w ubikacji. Takie zachowania są obrzydliwe nawet jeśli zignorujemy sam fakt gromadzenia się nich przeróżnych bakterii. Nawet będąc na zewnątrz warto jest mieć przy sobie specjalną chusteczkę do przecierania wyświetlaczy, a gdy ich nie używamy, telefony chować do pokrowców.

Leave a Comment